niedziela, 16 maja 2021

Dla najszczęśliwszego

17.05.jpg
17.05.jpg

press to zoom
17.05.jpg
17.05.jpg

press to zoom
1/1

S. Cezaria w Domu Pomocy Społecznej w Łopiennie przepracowała blisko 60 lat. Jej życie wypełnione było zwykłą, codzienną pracą w kuchni. Mogłoby się wydawać, że było szare i smutne. A jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. Bo najważniejsze jest to, czego oczy nie potrafią dostrzec…

Pięknie wyraził tę prawdę Ks. Proboszcz, przemawiając na pogrzebie s. Cezarii. A swoją wypowiedź rozpoczął od niezwykłego opowiadania …

„Przeczytałem kiedyś historię, która zaczęła się na pewnym francuskim cmentarzu. Był tam wielki stary grobowiec, na którym widniał napis: „Dla najszczęśliwszego”. Nikt nie wiedział, kim był ten najszczęśliwszy, bo nie podano jego imienia, ani nazwiska, nie wyryto też daty urodzin ani śmierci. Od niepamiętnych czasów grób intrygował mieszkańców miasteczka. Wreszcie któregoś dnia postanowili go otworzyć. Wielkie było ich zdziwienie, gdy okazało się, że grób jest pusty. Zdawał się dopiero czekać na tego najszczęśliwszego człowieka. Zaczęto się zastanawiać, komu go przyznać. Ludzie mieli swoje typy. Jedni wskazywali na burmistrza, ale on powiedział, że owszem w jego życiu były szczęśliwe chwile, ale nie czuje się w pełni zadowolony. Drudzy chcieli przyznać ten grób pewnej znanej aktorce, która zdobyła międzynarodową sławę, a pochodziła właśnie z tego miasteczka. Choć była piękna i bogata, opływała w luksusy, podróżowała po świecie, to twierdziła, że nie ma szczęścia w życiu osobistym. Po jakimś czasie okazało się, że nikt nie czuł się na tyle szczęśliwy, by wziąć dla siebie pusty grobowiec. Wreszcie dowiedziała się o tym zdarzeniu pewna prosta zakonnica, która całe swoje życie przepracowała jako pomoc kuchenna w sierocińcu. Ku zdziwieniu wszystkich powiedziała, że czuje się bardzo szczęśliwa. Siostra skończyła jedynie publiczną szkołę powszechną, rzadko opuszczała mury sierocińca, może zaledwie kilka razy wyjechała do sąsiedniego miasta. Wstawała skoro świt i kładła się spać tuż przed północą. Reumatyzm i ciężka praca powykręcały jej ręce. Praktycznie całe dnie przebywała z dziećmi. I właśnie ta zakonnica mówiła z uśmiechem, że jest szczęśliwa. Szczęście dawała jej praca z dziećmi i możliwość bycia w zakonie. Była szczęśliwa, bo mogła służyć innym, tak jak kiedyś Pan Jezus. Należał jej się ten pusty grobowiec. Myślę, że ta przytoczona historia, pasuje do siostry Cezarii. Też swoje 66 letnie życie zakonne w Łopiennie przeżyła w kuchni. Potrafiła obierać cebulę nie roniąc łzy. Emanowało z niej ciepło, była bardzo szczęśliwa, a gdy już nie opuszczała łóżka mówiła, że po przyjęciu Komunii św. lepiej się czuje. Bardzo była wdzięczna, gdy mogła 10 lat temu pojechać z ks. Andrzejem do Berlina, by powrócić wspomnieniami do lat okupacji, kiedy tam została wywieziona do przymusowej pracy. Cieszyła się nabożeństwami majowymi i czerwcowymi na dworze przy grocie maryjnej i figurze Jezusowego Serca oraz festynami na klasztornym dziedzińcu.

Zespół „Arka Noego” śpiewa w jednej ze swoich znanych piosenek: „Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć? Są między nami w szkole i w pracy.” A ja dodam, że również w łopieńskim domu sióstr. Siostra Cezaria w zakonie sióstr Elżbietanek przeżyła 66 lat, a na tym łez padole 95 lat 8 miesięcy i 1 dzień. Siostro Cezario, jesteś już tam, gdzie nie ma ani cierpień ani łez, ani covidów, ani kwarantanny, ani respiratorów i maseczek nie trzeba nosić. Za chwilę spoczniesz w kwaterze sióstr na cmentarzu w Łopiennie i razem z wszystkimi będziesz oczekiwała na zmartwychwstanie. Wszechmogący Boże, zmarła Siostra Cezaria dążyła do Ciebie drogą doskonałego naśladowania Chrystusa, którego miłowała, spraw aby się radował, gdy się ukażesz w chwale i razem ze swymi siostrami miała udział w szczęściu wiecznym. O to Cię proszą siostry Elżbietanki, księża koncelebranci, rodzina i my wszyscy, którzy przybyliśmy na cmentarz.”

ks. Robert Waszak