Każdy człowiek pragnie żyć jak ryba w wodzie. Beztroskie dzieciństwo się kończy, rozpoczyna czas w którym trzeba podjąć pierwsze poważne decyzje, które będą miały wpływ na dalszą moją drogę życiową. I nie chodzi tu o powołanie do życia zakonnego czy kapłańskiego, chociaż pewnie i też to ma taki wymiar. Jednak teraz chciałbym się skupić bardziej na tym, co mogę zrobić, aby jednak żyć jak ryba w wodzie.

          Zacznijmy od wyjaśnienia, co to przysłowie oznacza. Sięgamy do googla i czytamy: "oznacza to, że w pewnych sytuacjach jest nam nie tylko komfortowo, ale wręcz cudownie. Przysłowie to najczęściej odnosi się do różnego typu zawodów (piekarz w piekarni może czuć się jak ryba w wodzie), ale również do przyjemnych sytuacji". Każdy człowiek ma w sercu takie pragnienie, pragnienie bycia szczęśliwym. I to jest normalne pragnienie dane nam przez Boga. Obojętnie czy jesteś osobą wierzącą, czy nie wierzącą, masz w sercu takie pragnienie, bo bez względu na stan Twojej wiary, czy uznajesz to czy nie, każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Pan Jezus w Ewangelii wg Świętego Jana mówi: "Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości" (J 10, 10b). Zatem pragnienie życia w obfitości, w szczęściu, bycia jak "ryba w wodzie" jest pragnieniem danym nam od Boga już przy narodzinach.

        Zatem idźmy dalej. Ktoś mógłby zapytać dlaczego więc nie czuję się jak ryba w wodzie? Dlaczego mam pracę, której nie lubię, dlaczego codziennie muszę podejmować trud, którego nie chcę, dlaczego inni potrafią się swoim życiem cieszyć, a ja nie, dlaczego... i tak byśmy mogli mnożyć przykłady bez końca. To bardzo dobre pytania, przyjrzyjmy się im bliżej.

          W mojej pracy z Osobami w kryzysie bezdomności spotykam wiele sytuacji w której człowiek połamany przez grzech, złe decyzje, ale i połamany przez innych ludzi nie ma pragnienia bycia szczęśliwym, przestał już wierzyć w to, co Jezus nazywa "życiem w obfitości". Często słyszę pytania dlaczego Bóg na to pozwolił, że stała się taka lub inna tragedia, gdzie był Bóg, gdy działa mi się krzywda? Trzeba w tym wszystkim pamiętać, że Bóg Ojciec w swej wielkiej, nieograniczonej miłości dał nam wolną wolę, abyśmy nie musieli Go kochać, bo przymus oznacza brak miłości. Zatem można powiedzieć, że Bóg ograniczył samego siebie, aby tym samym jeszcze bardziej pokazać nam jak wielka jest Jego miłość do człowieka. Zadając pytania o naszą krzywdę trzeba spojrzeć na sytuację o wiele szerzej. Czy rzeczywiście Bóg sprawił tą krzywdę czy człowiek? Bóg, jak Go znam, szeptał do serca i sumienia oprawcy, aby nie czynił Tobie krzywdy, ale to krzywdziciel podejmuje decyzje, a nie Bóg. Dlaczego? Bo Bóg nie wyróżnia nikogo, każdy jest Jego dzieckiem, dzieckiem Bożym, którego Ojciec kocha i nawet jeśli źle postępuje nie odbiera wolnej woli swemu dziecku. Z tego wynika, że to nie Bóg Cię skrzywdził, a człowiek. Można też wywnioskować, że Bóg bronił nas, jednak człowiek nie posłuchał. A przecież gdybyśmy korzystali z bogactwa jakie dał Stwórca człowiekowi, to żylibyśmy pełnią radości. Dobry Ojciec dał już dawno człowiekowi receptę na szczęśliwe życie. Otrzymaliśmy dekalog przez Mojżesza, otrzymaliśmy przykazania miłości oraz obszerne Słowo Boże przez które Duch Święty chce kształtować nasze serca. Do tego pakietu dorzucę sakramenty święte i całe bogactwo Kościoła, które przez świętych zostało wypracowane w ciągu ponad 20 wieków chrześcijaństwa.

          Pamiętajmy też, że to, co zaniedbywało się przez 20, 30 albo i więcej lat nie odwróci się w tydzień. Tu potrzeba cierpliwości i solidnej, konkretnej pracy ze sobą. Najpierw, aby osiągnąć to życie o którym Jezus mówi, potrzeba, abym poznał samego siebie. Jakie Bóg złożył we mnie dary - niewątpliwie każdy je ma. Kiedy patrzę na moich podopiecznych, którzy są często po wyrokach i przesiedzieli wiele lat w zakładach karnych, na ludzi, którzy w życiu stracili wszystko (rodzinę, dom, pracę...), na osoby, które przeżyły takie traumy w życiu, o których nawet nie chcą mówić, odkrywam jak wielki jest Bóg gdy w tym ich połamanym życiu pojawia się uśmiech, nadzieja, troska o drugiego człowieka, zdolność do bezinteresownej pomocy, poświęcenie, zaangażowanie w dobrą sprawę...Wtedy gdy, ktoś w nich uwierzy, odzyskują swoje człowieczeństwo, odzyskują swoją godność, godność dziecka Bożego.        Gdy ktoś w Ciebie uwierzy, odkryjesz jak wielkie masz zdolności i dary, którymi możesz służyć innym. 

Uwaga!

Bóg w Ciebie wierzy!

 

             Potrzeba czasu, aby zniknęły lęki i ból, aby zaakceptować swoją sytuację w miejscu w którym się jest, aby zmienić to, co można zmienić, aby zgodzić się na to, że niektórych rzeczy nie jestem w stanie zmienić. Wtedy przydaje się zaufanie, zaufanie sobie, że potrafię, że chcę, że mogę. Ale i Bogu, że On mnie najlepiej poprowadzi, że zna drogę do szczęścia, do życia w obfitości.

            Na co dzień widzę osoby w kryzysie bezdomności, które zaufały Bogu na maksa. Człowiek, który nie widział sensu życia, który miał ciągi alkoholowe, pił denaturat, stracił władzę w nogach (neuropatia), który nie widzi na jedno oko, odzyskał radość i chęć do życia. Jakim cudem to się stało? Przez miłość wielu ludzi, którzy do niego przychodzili, którzy spędzali z nim czas, którzy pomagali. Nie wierzył w pomoc drugiego człowieka. Nie wierzył w Boga. Dziś wie, że Bogu zawdzięcza nowe życie. Jest samodzielny, nie pije od ponad roku, od miesiąca wynajmuje samodzielne mieszkanie, podjął pracę. Gdy pytam Go, czy Mu czegoś brakuje, zazwyczaj odpowiada: mam wszystko. To się nazywa życie: mam wszystko.

             Jeszcze 3 lata temu nie znałem Sióstr Elżbietanek. Kiedy widziałem jakąś Siostrę w habicie myślałem sobie, że to bardzo rozmodlona osoba, która zrezygnowała ze swoich marzeń, pragnień, planów, bo czuła wezwanie Pana Boga do życia w Zgromadzeniu. Dzisiaj wiem jak bardzo się myliłem. Nie myliłem się dlatego, że nie jest rozmodlona. Wręcz przeciwnie. Siostry wiele się modlą nie tylko w kaplicy, ale i przez czyny miłosierdzia. Ale okazało się również, że w Zgromadzeniu można realizować swoje pasje, marzenia i plany, które są zgodne z wolą Bożą. Jest Siostra,która jest pielęgniarką i opatruje osoby w kryzysie bezdomności, inna jest kierowcą i odbiera codziennie żywność dla potrzebujących. Jest Siostra, która uwielbia tańczyć (szczególnie tańce lednickie). Jest Siostra, która uwielbia zajmować się dziećmi (przedszkolanka), a jeszcze inna jest rehabilitantką czy bardzo zorganizowaną księgową. Oczywiście Pan Bóg daje nam również zadania, które nie są nam na rękę, ale przyniosą dobro drugiemu człowiekowi. W ten sposób kształtujemy naszą wolną wolę, aby nie krzywdzić, tylko wzrastać w miłości do której każdy człowiek jest powołany.

                 Na koniec mogę tylko powiedzieć, że w moim życiu osobistym i w mojej pracy czuję się jak ryba w wodzie. Dlaczego? Bo od około 14 lat pracuje nad tym, by być bliżej Boga, by słuchać Jego Słowa, aby wiedzieć, co robić i jak robić, by być szczęśliwym, by żyć jak ryba w wodzie.

autor: MB

Ilość odwiedzin:

©2020 WEBMASTER: bialkamaciej@gmail.com