ELŻBIETANKI

ŻEGNAMY PRZYJACIELA UBOGICH

Pan Leszek – to imię, odmieniane przez wszystkie przypadki, znali w Jadłodajni wszyscy. Doskonale znały Go Siostry, z którymi współpracował już od wielu lat. Znali Wolontariusze, których zawsze witał z uśmiechem i ratował, gdy czegoś potrzebowali. Znali Seniorzy, pomagający w Jadłodajni, których zawsze traktował z życzliwością i szacunkiem dla ich żmudnej pracy. Znali Go mieszkańcy Domu Nadziei, z którymi ramię w ramię podejmował pracę na rzecz Potrzebujących – tę zwykłą, szarą, codzienną i tę szczególną w czasie wielkich wydarzeń i uroczystości. Znali Go nawet dziennikarze. Przygotowując materiały o Jadłodajni, to Jego pytali o kilogramy warzyw, litry zupy i proces przygotowania tak dużej ilości jedzenia. Znali Go przede wszystkim Ci, którzy przychodzili na Łąkową po pomoc. Nie często Go widzieli. Jednak bez wątpienia Jego zaangażowanie i wielkie serce, jakie wkładał w tę posługę czuli w smaku podawanego posiłku.

Jadłodajnia to praca zespołowa. Ktoś przywozi towar, ktoś inny obiera i kroi potrzebne składniki, ktoś inny będzie potem rozdawała posiłek, a ktoś następny zrobi zdjęcia, by więcej ludzi mogło dowiedzieć się o istnieniu tego miejsca. Jednak to w rękach Pana Leszka spoczywało szczególnie ważne zadanie – dopilnowanie, by posiłki wydawane Osobom Bezdomnym i Ubogim były po prostu smaczne. Niełatwo jest przygotować 300 litrów zupy, tak dobierają wszelkie proporcje, by stworzyć wspaniały smak. O tym, że Panu Leszkowi się to udawało, świadczyły pochwały, opinie i komentarze, wychwalające przygotowane przez Niego potrawy, których Siostry i Wolontariusze słyszeli tak wiele każdego dnia.

Jak tego dokonywał? Dla Pana Leszka gotowanie w Jadłodajni nie było tylko zwyczajną pracą. To była posługa, pełna poświęcenia i oddania. Już od wczesnych godzin rannych krzątał się po kuchni, dbając by wszystko przebiegało sprawnie i gorący posiłek zawsze był gotowy na czas. Nigdy nie narzekał, nie wyliczał czasu poświęconego posłudze Bezdomnym i Ubogim. Nigdy nie było Mu za ciężko, gdy trzeba było jeszcze coś przygotować. Nie żałował czasu ani sił. Rozumiał trudny los człowieka Potrzebującego i wkładał całe swoje serce i zaangażowanie, by na swoim odcinku uczynić Ich życie trochę lepszym.

Kuchnia jest w jakiś sposób sercem Jadłodajni. Pan Leszek sprawiał, że było to miejsce pełne uśmiechu, życzliwości, wzajemnego szacunku i współpracy. Wszystkim nam będzie brakowało Jego radości, poczucia humoru, pomocnej dłoni i troski o innych. Zmarł nagle, w niedzielę wieczorem 29 czerwca. Wcześniej zdążył przygotować wszystko, co było potrzebne do Jadłodajni na kolejny dzień.

To jak wielki ślad odcisnął w sercach wielu ludzi było widoczne podczas Uroczystości Pogrzebowych. Uczestniczyła w nich nie tylko najbliższa rodzina ale także Siostry, Mieszkańcy Domu Nadziei, Wolontariusze i Młodzież Elżbietańska. Nie zabrakło też tych, którym służył z taki oddanie – Osób Bezdomnych i Ubogich. Pomimo swojej trudnej sytuacji przybyli oni tego dnia na miłostowski cmentarz, by towarzyszyć Panu Leszkowi w Jego ostatniej ziemskiej drodze. Wzruszający był widok tych ludzi, nie ubranych w eleganckie czarne kreacje, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w czasie takich wydarzeń. Ludzi ubranych w skromne, często pogniecione czy przybrudzone rzeczy, ale widać, że wybranych starannie, najlepiej jak potrafili. Ludzi często przygarbionych, zniszczonych trudami życia, nawet tutaj na cmentarzu ciągnących swoje tobołki z całym dobytkiem. Ale ludzi, którzy – może nawet narażając się na nieżyczliwe spojrzenia innych odwiedzających cmentarz – przyszli ze szczerej i prawdziwej potrzeby serca. Przyszli pomodlić się, pożegnać i podziękować Człowiekowi, od którego otrzymali dobro, który okazał Im tak wiele serca.

Księga Przysłów mówi: „Kto lituje się nad ubogim, pożycza Panu, a On odpłaci mu za jego dobrodziejstwo”(Prz 19,17). Dziękujemy Panie Leszku, niech Dobry Bóg wynagrodzi Ci całe dobro wiecznym szczęściem w niebie. Do zobaczenia.  

udostępnij wpis:

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on email

NOWE WPISY: