ELŻBIETANKI

TRZY LATA OWOCNEJ PRACY

Święty Jan Paweł II powiedział „Tak jak sól nadaje smak pożywieniu i jak światło oświeca ciemności, tak świętość nadaje pełny sens życiu, czyniąc je odblaskiem chwały Bożej” (Orędzie na XVII Światowe Dni Młodzieży 25.07.2021 r.). Świętość nie jest przeznaczona tylko dla wybranych. Powinna być celem życia każdego chrześcijanina. Pośród nas żyje wielu świętych, których często nie zauważamy, albo poprzez nasze ułomności, nie potrafimy dostrzec. Świętość jest często cicha i niewidoczna. Podobnie jak ciche i zwyczajne było życie Służebnicy Bożej siostry M. Iwony Król. Dnia 9 lutego 2026 r. przypada III rocznica otwarcia jej procesu beatyfikacyjnego. Trzy lata owocnej pracy członków Trybunału Diecezjalnego i Komisji Historycznej ukazują nam, jak piękną i niezwykłą postacią była siostra M. Iwona. Nie była idealna i pozbawiona wad. Nikt bowiem, nawet najwięksi święci nie byli od nich wolni. Z dotychczas zebranych świadectw, z dziesiątek a możemy nawet powiedzieć, że z setek przeprowadzonych rozmów, wyłania się nam obraz siostry będącej pięknym wzorem dla życia pełnego cnót chrześcijańskich, a nadto wzorem dla nas sióstr elżbietanek. To nasza współsiostra, która przebyła trudną drogę. Musiała sprostać wielu przeciwnościom.  Nierzadko upokarzana, obwiniana a nawet oczerniana. Jakże często nierozumiana. Była świadkiem okrucieństw jakie przyniosły ze sobą I i II wojna światowa oraz prześladowania za czasów Polski Ludowej. Namacalnie nie tylko widziała, ale dotykała ludzkiego cierpienia będącego konsekwencją nienawiści. Nie poddała się, nie uległa złu, nie niosła dalej nienawiści z jaką musiała się mierzyć. Służyła bliźniemu zawsze. Pokonywała dziennie nieraz kilkanaście kilometrów, aby opatrywać chorych. Szła wtedy, kiedy był upał i wtedy, kiedy panował siarczysty mróz, nieraz mimo lęku i strachu przed grożącym jej niebezpieczeństwem ze strony żołnierzy.  Opatrywała Polaków, Kresowian, Niemców i Rosjan. Służyła biednym i bogatym, ofiarom i żołnierzom. Służyła do ostatnich dni swego życia, mimo własnej choroby i cierpienia. Jej męstwu i odwadze, chyba nikt nie miałby śmiałości dziś zaprzeczyć. Nie pozostawiła nam spuścizny duchowej. Jednakże ogrom świadectw potwierdzających cudowne uzdrowienia, które dokonywały się za jej życia, są dla nas potwierdzeniem jak piękną musiała mieć relację z Bogiem, skoro na jej prośbę udzielał tak wielkich łask.

Nazwana została cichą bohaterką Wschowy. Dlaczego właśnie ona ma być wyniesiona na Ołtarze? Przecież tak wiele wspaniałych sióstr żyło w szeregach naszego Zgromadzenia. Na to pytanie odpowiedź zna tylko Pan Bóg i Jego woli my powinniśmy zaufać i zawierzyć.

Naszym zadaniem, szczególnie nas sióstr, jest dziś ufna modlitwa. Prośmy nieustannie Dobrego Boga o łaskę cudu za przyczyną naszych orędowniczek bł. Mari Luizy Merkert i bł. Sióstr Męczenniczek jak również Służebnic Bożych Matki Franciszki, siostry M. Teodory, siostry. M. Włodzimiry i siostry M. Iwony. To właśnie my jako Oblubienice Jezusa mamy być dla świata świadectwem modlitwy, wiary i pełnego zawierzenia Panu Bogu. Nasze siostry wskazały nam drogę. Chciejmy się wpatrywać w ich życie, aby każdego dnia odnajdywać własną drogę do świętości. 

udostępnij wpis:

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on email

NOWE WPISY: